GRAM W ZIELONE

Grzmią pioruny, leje deszcz na dworze –
ładną ja atmosferę wokół siebie tworzę!
Jan Sztaudynger

Jest taki KTOŚ... Jego pasją jest działanie. Działanie społeczne, zupełnie niekoniunkturalne, no po prostu non profitjest . Tenże KTOŚ od lat wielu robi to samo. Działa. Działa jak może, aktywnyzaangażowany , czyli aktywista. Jest wytrwały do bólu i także samo męczący. Jest bez reszty w to co dziadziałaniem. Nie ma też ła. Prawdopodobnie nie ma innej pasji poza chyba wnuków, nie pracuje życia rodzinnego, seksualnego, towarzyskiego, nie bawi zawodowo. Tylko działa.

ZGADNIJ, KTO TO TAKI
Najbardziej lubi działać publicznie, bywać, być fotografowanym w miejscach i towarzystwie, gdzie cokolwiek się dzieje. Najlepiej, gdy przy okazji, albo przy okazji sprowokowanej, gdy jest tam jakaś osoba ważna – poseł, senator, wójt, burmistrz, radny, czy w ogóle ktoś, kto odgrywa w życiu społecznym, publicznym, gospodarczym, kulturalnym etc., etc. jakąkolwiek rolę. KTOSIOWI jest wszystko jedno, byle mógł znaleźć się był w otoczeniu VIPa.
Rocznica, jubileusz, otwarcie, zamknięcie, wernisaż, koncert, zebranie prelekcja, wykład, poświęcenie czy pogrzeb – jemu – temu KTOSIOWI – wszystko jedno. Byle być, byle zaistnieć. Lubi czasem zabrać głos w dyskusji, pokazać się zaakcentować, podkreślić, zainicjować, wyrazić uznanie, pogratulować, przypomnieć, zrobić dygresję. A od tej dygresji jeszcze trzy dygresje. Jak KTOŚ zaczyna mówić na jakiś temat, to można być pewnym, że skończy na inny temat i nie będzie to z całą pewnością temat drugi z kolei.
KTOŚ przepada za uroczystościami ku czci, poświęceniami obelisków, pomników, kamieni, wszelkich miejsc wszelkiej pamięci. Uwielbia zamanifestować – wszystko jedno co, złożyć wiktoś ązankę kwiatów, pokłonić się – najlepiej w blasku fleszy. Dobrze jest jak KTOSIA inny zaprosi po czKTOŚ ęści oficjalnej na część nieoficjalną – tzw. gastronomiczną. Wówczas ma michę za darmo i ta micha to najczęściej zagrycha.
KTOŚ nawiedza najprzeróżniejsze biura, urzędy, instytucje, szkoły, sekretariaty. Tam najczęściej marnuje czas pracowników. Najlepiej, gdy są to prezesi, dyrektorzy, przedstawiciele władz, dziennikarze. Z braku takich zadowala się prostszymi, szeregowymi pracownikami. Lubi dorwać słuchacza na ulicy. Atakuje znienacka i natychmiast zaczyna tokować, śliniąc się, ale tylko trochę. Gwałtownie – żebyś nie uciekł – wyciąga zza pazuchy, która jest jego biurem, archiwum i lokalem działalności publicznej, jakieś zdjęcia, gotowe wzory zaproszeń na zebrania, zjazdy, uroczystości itp., i natychmiast wpisuje nazwisko zapraszanego. Z KTOSIEM można się załapać na co najmniej jedną imprezę tygodniowo. Zachęcam i namawiam, Przypominam: micha za darmo, a splendoru co niemiara.
Niektórzy szefowie firm opracowali już na KTOSIA system wczesnego ostrzegania. Co to znaczy? Na mieście należy spuścić wzrok, odwrócić głowę i natychmiast przejść na drugą stronę ulicy. W pracy należy zobligować sekretarkę do stałego obserwowania przedpola i po jej ostrzeżeniu czym prędzej udać się na najwyższe piętro swojej firmy. Nie wolno przy tym pozostawić gabinetu w stanie otwarcia, bo KTOŚ bezceremonialnie zasiądzie za Twoim biurkiem i z Twojego służbowego telefonu odbędzie z miejsca trzydzieści rozmów. KTOŚ ma przecie wiele spraw, uzgodnień, gonią go terminy, ma napięty kalendarz. Działa, działa, działa...
Z tego działania nie ma żadnego pożytku ani KTOŚ, ani nikt inny. Działanie KTOSIA to czysta sztuka dla sztuki. Ktoś na swym działaniu nie dorobił się majątku. Działa uczciwie. Nie bierze i nie daje łapówek, często ze swej skromnej emerytury finansuje drobne przedsięwzięcia, np. kupuje kwiaty. Tylko, że to nie ma żadnego sensu.
Dlaczego KTOŚ nie pozwala (lub co najmniej utrudnia) innym spokojnie pracować i działać z sensem? Nie wiadomo. Chyba to takie hobby KTOSIA. Można by KTOSIA zapisać do klubu Ludzi pozytywnie zakręconych, ale nie spełnia on ku temu jednego warunku sine qua non. Jest namolny, natrętny i irytujący, pcha się wszędzie bez zaproszenia. Idziesz ulicą – jest KTOŚ, jesteś w pracy – przybywa KTOŚ, odpoczywasz w domu – Dzwoni KTOŚ, otwierasz lodówkę – wyłazi ktoś i zaprasza cię na poświęcenie kamienia w.... z okazji... Zaproszenie? Proszę – mówisz i masz! KTOŚ wypisze ci je od ręki.
Drogi KTOSIU! Następnym razem przybądź do naszej redakcji, jak przemierzysz cały szlak Ludowego Wojska Polskiego od Lenino do Berlina i po drodze zawadzisz o Studzianki. Zajrzyj na Monte Cassino. W przeciwnym razie się nie pokazuj. Nie podrzucaj nam do publikacji zdjęć z manifestacji piętnastu kombatantów czy czworga członków Twojego pokolenia przy akompaniamencie ulicznego muzyka, którego skądinąd bardzo lubi posłuchać niżej podpisany. Nie ośmieszaj się. Zajmij się czymś pożytecznym. Graj w bierki, zbieraj znaczki, kolekcjonuj nalepki z pudełek po zapałkach, posprzątaj chałupę... Pozdrawiam trzymając się z daleka...
Andrzej Kotyła
Post scriptum:
KTOSIÓW mamy w Radzyniu dostatek. Każdy z nich ma swój indywidualny styl i tworzy wokół siebie odrębną atmosferę. Niech więc nikt nie próbuje zidentyfikować z nazwiska mojego felietonowego KTOSIA.

GRAM


POWRÓT